Nie spodziewaliśmy się takiego obrotu sprawy przed Mistrzostwami. My, kibice. Ze zniecierpliwieniem i dreszczykiem emocji czekaliśmy na mecze polskiej kadry licytując się kiedy nastąpi wybuch dumy i poczucia spełnienia. Ćwierćfinał? Półfinał? Siła z jaką to wszystko u nas występowało dość szybko i gwałtowanie zamieniła się w obrzydzenie, przesyt, zawód i ciężkie wzdychanie z soczystym „kurwa” pod nosem na każde wspomnienie któregokolwiek z polskich meczów.

Kombinujemy kto zawalił. Czy trener, czy piłkarze? Prawda jest taka, że laicy widzą w tym wszystkim problem całości i gówno w czystej postaci reprezentujące nas na arenie międzynarodowej. Janusze oraz nastoletni kibice upatrują się problemu w zaangażowaniu piłkarzy. Ci „sprytniejsi” chcą linczować trenerów kadry na czele z Adamem Nawałką i jego asystentami. Prawda jest taka, że zawiódł każdy bez wyjątku. Na swój sposób. Możemy gdybać czy przyczyna leży w przygotowaniu fizycznym, czy może w złym ustawieniu. Przytakujemy słysząc, że 3-5-2 nie miało prawa się udać, skoro nigdy wcześniej się nie udało. Przytakujemy, gdy wspominamy, że nie ważna taktyka, cze mają biec w lewo czy w prawo, wzdłuż czy wszerz, skoro i tak nie chcieli lub nie mogli biegać. Kibice załamani. Ci bardziej przytomni siedzą cicho. Ci szukający akceptacji i poklasku dołączają się do hejtu. Niedzielni kibice nieszukający w mundialu sensu ich życia śpiewają „nic się nie stało” wierząc dalej w wielkość “Orłów Nawałki” dziękując za całokształt. Jednakże… Mieliśmy najgorszą drużynę w najgorszej grupie, grającej najgorszej ze wszystkich, najmniej ciekawe mecze, z najgorszymi konferencjami, jedną szczególnie kompromitującą. Aha, i ponoć jesteśmy też najgorszymi kibicami, bo nie wspieramy naszych po porażce. Najgorsze, że wcale nie przesadzam. Jesteśmy zawiedzeni jak mając piękną żonę, w dzień kiedy nas zwolnili z wspaniałej pracy, nakrylibyśmy ją na zdradzie. I potem od rodziny i przyjaciół słyszelibyśmy “od początku wiedziałem, że to kurwa była”.

Wiem co jest najprostsze i wymaga najmniej wysiłku. Nie wiem czy to dobry sposób, ale jak na razie na trzeźwo się udaje. Zostawić polską kadrę we własnym sosie. Kibicować Anglii, Hiszpanii albo Szwecji. Nasi niech się teraz ugotują. Ci chłopcy naprawdę chcieli osiągnąć sukces. Trenerzy, byli piłkarze, którzy w większości ten sukces już w przeszłości osiągnęli, naprawdę chcieli poprowadzić tę kadrę do glorii. I o ile my wierzyliśmy i chcieliśmy pomachać szalikiem przed telewizorem, to oni postawili na tej szali całe swoje życie i życie ich rodzin. Więc wyciągną wnioski. Coś z tym zrobią nawet gdyby to miało oznaczać zawodowe samookaleczenie lub dymisję. Ze wsparciem opinii publicznej – negatywnym lub pozytywnym, mądrym lub głupim. Niektórzy kupią nowe garnitury, może się ogarną, gdzieniegdzie zmienią się nazwiska. A my wrócimy do stanu, kiedy z dreszczykiem emocji będziemy czekać na mecz i przygotowywać się do świętowania. Jak zawsze. Jak co eliminacje, jak co mistrzostwa.

Loading Likes...

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *